***
Adam Mickiewicz

Śmierć Pułkownika

W głuchej puszczy przed chatą leśnika,
Rota strzelców stanęła zielona;
A u wrót stoi straż Pułkownika,
Tam w izdebce Pułkownik ich kona.
Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze.
Wódz to był wielkiej mocy i sławy,
Kiedy po nim lud prosty tak płacze
I o zdrowie tak pyta ciekawy.

Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,
Konia w każdej sławnego potrzebie;
Chce go jeszcze przed śmiercią zobaczyć,
Kazał przywieść do izby, do siebie.
Kazał przynieść swój mundur strzelecki,
Swój kordelas i pas i ładunki;
Stary żołnierz, on chce, jak Czarniecki,
Umierając swe żegnać rynsztunki.

A gdy konia już z izby wywiedli,
Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;
I żołnierze od żalu pobledli,
A lud modlił się klęcząc przed progiem.
Nawet starzy Kościuszki żołnierze:
Tyle krwi swej i cudzej wylali,
Łzy ni jednej, a teraz płakali,
I mówili z księżami pacierze.

Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy:
już przed chatą nie było żołnierza,
Bo już Moskal był w tej okolicy.
Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza.
Na pastuszym tapczanie on leży;
W ręku krzyż, w głowach siodło i burka
A u boku kordelas, dwururka

Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
jaką pierś? Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica bohater,
Wódz Powstańców: Emilia Plater.

***


Antoni Edward Odyniec

Smug Kowieński
(zdarzenie prawdziwe)

W polu szerokiem i w polu warownem

Dwudziesty piąty pułk stal pod Kownem,

Przed Karmelitów bosych klasztorem
Żołnierz trzy konie trzymał wieczorem.

Trzech oficerów wyszło z klasztoru.
Jeden adiutant widać z ubioru.
Starsi być muszą, z którymi jedzie,
Bo sam im konie za cugle wiedzie.

Bo sam im na koń siadać pomaga,
Jechać tak samym wielka odwaga
Pomyślał żołnierz-bo wie jak blizkie
Wkoło pikiety stoją kirgiskie.

Oni na lewo pędzą z obozu
Do kowieńskiego jadą wąwozu,
Jeden z nich widzieć chciał go koniecznie,
Nie dbał, ni słuchał, że niebezpiecznie.

Wyprzedza drugich, słowa nie gada,
Patrzy ku niebu, twarz jego blada,
Twarz jego piękna dziecięco - młoda.
Słychać młyn miele, szumi w nim woda.

Przed młynem wszyscy zsiadają z koni,
Wszystkie adiutant wiedzie w swej dłoni.
Wiąże u płotu drudzy dwaj wodze
Niepewni drogi, stoją na drodze.

Młodszy z uśmiechem pogląda wkoło,
Śmieje się wdzięcznie, patrzy wesoło;
Starszy dumając, patrzy ku ziemi,
Z rękami na krzyż założonemi.

„Witam Cię w imię wieszcza doliny,
Siostro! dziedziczko męstwa Grażyny,
Imię twe w dziejach Polski i Litwy
Brzmieć będzie wiecznie, jak pieśń wśród bitwy".

Tak rzekł adiutant. Ale rycerce
Myśl jakaś ciężka spadła na serce,
Łza mimowolna spadła z oblicza:
Tyś jest przyjaciel, brat Mickiewicza,

Jeśli go jeszcze kiedy obaczysz,


Gdy sobie o mnie przypomnieć raczysz,
Powiedz, że jedna dziewczyna młoda,
Gdy przeczytała pieśń Wallenroda,

Wzięła broń w ręką, nie żeby słynąć,
Lecz by za Polskę walczyć i zginąć.
Wiem, że niejeden za złe to widzi,
Wiem, że niejeden ze mnie dziś szydzi.

Może gdy umrę pod tą potwarzą,
Jak Orleanki pamięć znieważą.
Lecz serce moje Bóg widzi w niebie.
On mnie jak ojciec przyjmie do siebie.

On mnie choć stamtąd ujrzeć pozwoli
Moję Ojczyznę wolną z niewoli,
A żadna z Polek, żaden z Litwinów,
Wiem, że z mych szydzić nie będą czynów.

Stłumione łkanie glos jej stłumiło,
Lice się ogniem zarumieniło,
Na ustach tylko drżały modlitwy
Za wolność Polski, za wolność Litwy.

Adiutant Litwin czułe miał serce.
Padł na kolana przy bohaterce,
On się nie wstydził, że czuł, że szlochał,
Nigdy on tyle kraju nie kochał.

„O Polsko nasza, Litwo kochana!
Bóg cię wyzwoli z jarzma tyrana.
Padnie przed ludem moc jego wszelka,
Gdzie w piersiach niewiast dusza tak wielka!"

„Póki litewskie serca w Litwinach,
O Platerówny męstwie i czynach
Z czcią mówić będą ziomkowie ziomkom,
Ojcowie dzieciom, dzieci potomkom".

„Bóg go na siostrach, na córkach skarze,
Kto by śmiał na cię rzucać potwarze,
Niech nie doczeka Polski zbawienia
Kto by nie uczcił twego imienia".


***

Ferdynand Kuraś

Platerówna
(w siedemdziesiątą rocznicę śmierci bohaterki)


Siedem dziesiątek lat dziś mija
Od chwili, kiedy narodu
Wielka córa, Emilia
Plater, dziecię Litwy grodu,
Wycieńczona walką z wrogiem,
Gdy ten Polsce żłobił blizny,
Stanęła prze Sędzią-Bogiem
Użalić się swej Ojczyzny.

Dostatkami otoczona,
Mogła życie wieść w pokoju,
Lecz gdy Polska zagrożona,
Rzuca wszystko i do boju!
Zbiera hufiec i na czele
Na moskiewskie wiedzie roty,
Śmierci w oczy patrząc śmiele,
Zmierza wprost na miecze, groty.

Gdzie się zjawi szablą błyśnie,
Wróg pada jak łan na niwie,
I przez matnię się przeciśnie
Zawsze cało i szczęśliwie.

Ale kiedy wódz naczelny
Wojska polskie do Prus wiedzie,
Cna dziewica w kraj oddzielny
Między obcych - nie pojedzie!

Lecz podąża ku Warszawie,
Byle tylko między swemi
Narodowej służyć sprawie
Krew wytoczyć w własnej ziemi.

Przez dni dziesięć ciągłej drogi,
Gdy przez lasy się przedziera,
A ślad krwawy znaczą nogi
I nieznośny ból doskwiera,
Przez towarzyszy wniesiona
Zostaje do prostej chatki
Leśnika, gdzie wkrótce kona-
Na wieść klęski Polski matki!

Lecz choć zgasła gwiazda złota
Na zaćmionem polskim niebie,
Błyszczy do dziś ta jej cnota
Na ojczystej naszej glebie.

***

Dziewice! - Polski ujarzmionej córy!
Cnej P1aterówny uczcie się iść drogą:
Szanujcie cnotę, miłujcie kraj, który
Wiek długi wrogi uciskają srogo.

A wy, niewiasty, matki przyszłych matek,
Miłość Ojczyzny krzewcie w sercach dziatek,
Boć jaki posiew, taki i plon wschodzi
I zdrowe drzewo, zdrowy owoc rodzi.

Chcąc wrócić Polsce świetny blask imienia,
Przyćmiony długim niewolnictwa wiekiem,
Wystarczy jeśli wasze pokolenia
Miłość Ojczyzny wyssą z matek mlekiem.
Polki! W was naród pokłada nadzieje,
Które, daj Boże! gdyby się ziściły,
Złotemi zgłoski pisałyby dzieje:
„Niewiasty polskie Polskę odrodziły".


***

Wiersze o naszej Patronce pochodzące z książki
Józefa Straszewskiego Emilie Plater sa vie et sa mort.